Dzień w zasadzie ok. Dzisiaj rano siedzę na fakuletach i dzwoni Kotenieniek. Ja odruchowo nie odbieram. Rozłączam. A potem SMS. A ja kurwa już zeschizowana. Potem wyszłam i z nią pogadałam. Na szczęście uszła z życiem z tego groźnego wypadku ;p
A poza tym mina pana ą . z rana w autobusie..Bezcenna ;d Może w końcu idiota zrozumiał co stracił. Bo idiotą się nie zostaje idiotą się jest od urodzenia. A poźniejsza jego akcja w sumie chyba nie zadziałała.
A tak wgl. Przychodze dzisiaj z rana do biblii a tam ta kurwa. ;o I weź wytrzymaj w jednym pomieszczeniu z nia. Na szczęście już sobie daje rade.;p
Kotenieniek przyjechał w trakcie pierwszej lekcji. Jak na nią napadłam po niej ;p Ale to jest do wytłumaczenia. Martwiłam się. No a potem to był w-f. Dzisiaj grało się gitesowo ;D. Tylko K. się pochorowała :(
Nareszcie dzięki wiekiemu panu Marciniakowi mamy bilety na Maraton .!! Aaaaa.!! Jestem mega szczęśliwa ;D Już tylko tydzień .! Masakrystycznie .! Mega bombowo.! Zajebiście.! Będzie ... TAK .!!
Wróciłam do domu i posprzatałam pokój. Ja sprzatałam ;p No na serio.
Dzisiejsza nowka bez ładu i składu a tymczasem ja spadam popisać z Kotenieńkiem. Paa ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz