Więc dzień zaczął się od poprwiania robionych wieczorkiem włosów. potem szkoła.
Polski z Kotenieńkiem ;*. Nasze zabójcze teksty o analu ;p I Fisza nie potrafiąca odpowiedzieć na pytania nauczycielki bez brechtania się. Bezcenne. Achh. Normalnie więcej takich lekcji.
Potem było niezadośc ciekawie. Dogadywałyśmy się z dziewczynami co kupić na sylwestra. No i chyba wiemy. Będzie zajebiście .!
Potem zwolniłyśmy się z zajęć z matmy. I polazłyśmy na miasto. Że na biedronkę. Kupiłyśmy chipsy, pastę jajeczną, colę, czekoladę z whisky i kawą i jakąś tam czekoladke. Zjadłyśmy wszystko z kulturką pod samym sklepem. Potem sie rozeszłysmy. Ja odprowadziłam Basię i połaziłam po sklepach. Wypatrzyłam sobie cudaśną sukienkę ^^
No i poszłam do kościoła. Usiadłam z kulturką w ostatniej ławeczce i przyjechał ten walony palant. Całą maszę wkurzał mnie bo ruszał tą wiesz, którą deską Kotenieńku. Spiewałam z nim tak dla pompy. Nie no miałam się z kogo chociaż śmiać na mszy. Wymieniłam z nim kilka zdań i tak jakoś wyszło. Nie poszarpałam się z nim. Ciekawe co by było gdyby to nie był kościół.. Nie chciał mnie wypuścić z zachrystii. Achh.
I część specjalnie dla mojego Kotenieńka.

Z Kotenieńkiem znam się od pierwszej klasy gimnazjum ( jestem aktualnie w 3). Zaczęłyśmy się przyjaźnić w drugiej klasie. Pomimo małych kryzysów nadal trwamy. Jest ona moim jedynym pocieszeniem podczas moich ostatnio dość częstych dołów. Dziękuję Ci, że jesteś ;* Tylko Ty wiesz o mnie wszystko.
OCZĘTA <33333
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz