poniedziałek, 10 grudnia 2012

Poniedziałek.

Dzień ok. Pojechałam do sql. Tam pierwszą godzinę tłukłam się bez celu nudząc się. Potem polski, i inne lekcje. Fisza jak to Fisza. Nie ma juz lekcji z panią Bielewicz na której nie dostałaby zjebki. Achh.. Cóż takie życie blondynki.

Zaraz muszę się jeszcze pouczyć z niemca, bo jutro idę na poprawę. Achh. Tragedia. Spałam dzisiaj w autobusie.. O lol. Jaka ja ;p Nie no ale lepsze to niż padnąć w domu.

Dzisiaj w szkole było normalnie mega widowisko. Nika zemdlała. Szok. Nie lubię dziewczynki, ale sumienie mam. Odezwało się coś we mnie. Tak jakoś. No przykro. Remi płakał. I mi zaraz się zachciało płakac.. Ale nie płakałam. Jestem twarda. Taki los.

Potem siedziałam z Kotenieńkiem w bibliotece i czekałam na autobus. Wypożyczyłam lekturę.

A teraz siedzę i myślę. Tak się zastanawiam nad sensem tego wszystkiego. Nad sensem miłości i wgl. Ale przecież miłości nie ma. To tylko złudzenia. Achh. nie mam weny twórczej. Nie wiem co pisać. Nie mam już pomysłu. Coś dobija mnie od środka. Cos mnie blokuje.

Paa ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz